Niedziela

9

Sierpnia 2020 roku

Imieniny obchodzą:
Jan, Klarysa, Miłorad, Roland, Roman, Romuald

Aktualności

Warto być ojcem

Dzisiaj proponuję inny temat na wolne popołudnia, czy czas urlopów. Wczytanie się w proponowany tekst zupełnie na nowo otwiera oczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet na różnice wynikające z naszych płci.Może ten temat na tyle nas zainteresuje, że sięgniemy po całą książkę. A po jej przeczytaniu na pewno nasze myślenie w niejednej sprawie może się zmienić.

“Najważniejsze, co może ojciec dać swoim dzieciom, to po prostu prawdziwie, mądrze, dojrzale, wiernie, wyłącznie i dozgonnie kochać ich matkę.”

Fascynująca książka o roli męża i ojca w rodzinie. Mądrość i odpowiedzialność, czułość i troskliwość to cechy prawdziwego mężczyzny. Jest to lektura równie ciekawa dla mężczyzn jak i kobiet: żon i matek, a także dla narzeczonych.

Mężczyzna, gdy ma wiele rzeczy do zrobienia, to – w odróżnieniu od kobiety (która myśli, jak je poukładać, żeby wszystkie naraz zrobić, i często jej się to  znakomicie udaje) – myśli, jakby to zrobić tak, żeby tego nie robić. To ma swoje podłoże, nie będziemy zastanawiać się, czy to jest lenistwo, czy twórczość, może skrzyżowanie obydwu tych elementów. W takich sytuacjach mężczyzna, mając np. dużo do wyprania, nie bierze się szybko za pranie, tylko wymyśla pralkę automatyczną. A że potem w tej pralce pierze żona, to już jest osobny rozdział. W każdym razie mężczyzna myśli, jak przekształcić tę czynność, która jest do zrobienia. To jest cudowna okazja do zmian w funkcjonowaniu domu i dania satysfakcji mężowi, że on w tym domu jest kimś, że on w tym domu coś znaczy, że może proponować jakieś zmiany. Tu, niestety, większość kobiet nie staje na wysokości zadania, bo robią wszystko po swojemu, tak jak się nauczyły w domu od mamy, a ich mamy tak jak się nauczyły od swoich mam.

Jest taka sympatyczna opowiastka: Mąż pyta żonę:

– Dlaczego ty zawsze odcinasz koniec szynki, jak wkładasz ją do brytfanny? No, powiedz mi, dlaczego? Ja tego nie rozumiem.

– Jak to dlaczego, przecież tak się robi.

– Co to znaczy: się robi?

– No, tak się robi.

– Ale dlaczego tak się robi?…

Wreszcie powie:

– Moja mama zawsze tak robiła.

Poszedł do mamy. Mężczyzna w takiej sytuacji potrafi być wytrwały i dociekliwy:

– Mamo, dlaczego ty zawsze odcinałaś koniec szynki, jak wkładałaś ją do

brytfanny?

– No, jak to, to jest normalne.

– No, ale konkretnie, powiedz mi, dlaczego?

– Nie wiem, pewnie dlatego, że moja mama tak robiła.

Dotarli do babci. Babcia żyła jeszcze, na szczęście. I pytają:

– Babciu, dlaczego ty obcinałaś koniec szynki, jak wkładałaś ją do brytfanny?

– Bo miałam za małą brytfannę.

To dla zapamiętania przez panie: dobrze jest podjąć wysiłek, aby zrobić na prośbę męża coś inaczej, niż wam się wydaje, że tak trzeba zrobić, bo wtedy zyskujemy wszyscy… I uwaga: jeżeli mężczyzna wymyślił dobrze, wymyślił mądrze, wymyślił tak, że rzeczywiście jest lepiej, to zyskaliśmy coś w sposób  konkretny – w naszej rodzinie dzieje się lepiej. Jest odkrycie, można rzecz robić inaczej, oszczędzamy pół godziny dziennie. To przecież cudowna sprawa, pół godziny dziennie mieć więcej czasu.

Czytaj całość

Zakochanie… i co dalej?

Wakacje. Czy jest piękniejszy czas na zakochanie? Pytanie – oczywiście – czysto retoryczne. Jednakże, ważną sprawą jest odnalezienie się w w obecnym świecie w materii tak delikatnej jak miłość, zakochanie. Zapraszam młodych, którzy dopiero mierzą się w swoim życiu z tym tematem, jak również tych, którzy już mają swoje doświadczenie. W Czytelni zamieszczam fragment książki “Zakochanie… i co dalej” Jacka Pulikowskiego. Rodzicu wskaż dobrą drogę do zakochania swojemu dziecku..

Poniżej fragment, który pokazuje jedną stronę tego tematu:

“O złych skutkach nieczystego poznawania się można by rozprawiać godzinami. Dotyczą one nie tylko dwojga zainteresowanych, ale rodzin, z których wyszli, a nawet szerokich kręgów rodzinnych i znajomych obu stron. Czasem są źródłem niepowodzeń ich przyszłego małżeństwa, a czasem różnych małżeństw, które zawrą po rozstaniu. Bezwzględnie skutki ich złego „poznawania się” odczują przyszłe (niekoniecznie wspólne) dzieci. Zatem problem, niejako dziedzicznie, obciąża przyszłe pokolenia. Jakie są to skutki? Część z nich jest widocznych gołym okiem. Ot, choćby dziecko poczęte przed ślubem. Potem przyspieszona (oby nie wymuszana) decyzja o małżeństwie, gorączkowe przygotowania do ślubu. Czasem skutkiem jest porzucenie dziewczyny z dzieckiem, czasem decyzja o zabiciu dziecka – owocu ich „miłości”. Lecz najgłębsze skutki są niewidoczne dla oka. Są to głębokie nieraz rany w psychice mające przemożny wpływ na całe przyszłe życie. Rany w warstwie seksualnej na mocy prawa pierwszych połączeń (inprinting) pozostają niewymazywalne do końca życia. Czasem na drodze generalizacji wszystkich przedstawicieli drugiej płci traktuje się jak drani, „myślących tylko o jednym”, potencjalnych gwałcicieli”. Zranienie, nadużycie zaufania rzutować mogą na wszystkie relacje z innymi ludźmi do końca życia. Ile najróżniejszych ran i tragedii, chorób i prób samobójczych ma źródło w zawiedzionej „miłości”, pozostanie tajemnicą gabinetów psychologów i psychiatrów oraz konfesjonałów. Może ku przestrodze przytoczę tylko jeden przykład pójścia drogą skrajnej nieczystości, czyli pożądliwości. Ona lat 16, on 18. Najniższy wiek w Polsce, w jakim można za zgodą sądu (dla niej – nie miała 18 lat) zawrzeć małżeństwo. Rodzice obu stron naciskają na jak najszybszą zgodę. Nie muszę dodawać, że dziecko już się poczęło, stąd całe zamieszanie i pośpiech. Mądra, doświadczona sędzina pyta dziewczę:

„Kiedy poznałaś narzeczonego?”

„22 listopada na dyskotece”.

„Kiedy po raz pierwszy współżyliście?”

„22 listopada.”

„Kiedy zaszłaś w ciążę?”

Dziewczyna lekko poirytowana odpowiada: „No przecież mówię, że 22 listopada.”

Można by skwitować, że rzadko komu tak się udaje – wiele małżeństw latami czeka na poczęcie. Małżeństwo zostało zawarte. Rodzice dopięli swego. Lecz małżeństwo to rozpadło się definitywnie, zanim urodziło się dziecko. Mógłbym podawać wiele przykładów, w których uruchomienie pobudzeń cielesnych całkowicie zablokowało możliwość poznania drugiej osoby. Czasem sobie żartuję, że nie mogli rozmawiać, bo usta mieli czym innym zajęte – ale tak naprawdę to nie jest śmieszne. Spotkałem się z przypadkiem, gdzie kobieta załatwiając formalności ślubne w urzędzie stanu cywilnego dowiedziała się, że jej narzeczony jest po rozwodzie i ma dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa. Inna, rozmawiając o wyborze kościoła na uroczystość ślubną, dowiedziała się od wybranka, że jest niewierzący. W obu przypadkach dzieci już były poczęte. Młody Czytelniku, bez względu na to, jak ci to jest nie po drodze, spróbuj uwierzyć, (i nie ma w tym żadnej pułapki), że uruchomienie pobudzeń cielesnych w związku chłopak – dziewczyna poza doraźną przyjemnością nie daje żadnych pozytywnych skutków, ale owocuje wieloma złymi, nieraz rujnującymi całe życie.”

czytaj całość

Warto wspomnieć człowieka, który dobrze mówił

Są wakacje. Ale czy jest to czas nic nierobienia? Można i tak. A można inaczej. Mamy wolną wolę. I mamy wybór.

Zapraszam na stronę AUDIO. Dla przypomnienia zamieszczam tam niezrównanego ks. Piotra Pawlukiewicza. Zapraszam tam wszystkich. Ale myślę, że najwięcej dobra może jego słowo dokonać w młodych ludziach w przededniu zawierania związków małżeńskich. Również “doświadczeni” małżonkowie mogą wiele zaczerpnąć z tych słów. W dobie nowoczesnych technologii ściągnij sobie ks. Piotra lub włącz steaming Youtube i słuchaj. Podczas biegania, jazdy na rowerze, siedzenia na ławce w parku, czy przed domem. Słuchaj. Bo Pan Jezus mówi: “Kto ma uszy, niechaj słucha”

Posłuchaj o darach

Posłuchaj o małżeństwie i nie tylko

Podchody i pocałunki – ciąg dalszy książki EUCHARYSTIA

Kolejne, z pozoru błahe, elementy rozpoczynającej się Mszy Świętej. Kto z nas zwraca na nie jakąś szczególną uwagę? Ale może po przeczytaniu 5. rozdziału książki inaczej na nie popatrzymy? Może je dostrzeżemy z innej, głębszej, perspektywy?

“Mamy więc trzy gesty — pokłon, pocałunek i okadzenie — rozpoczynające Eucharystię i jednocześnie niezwykle mocno wprowadzające w tajemnicę tego, co się będzie dalej działo.

Warto ich nie pominąć, choć w praktyce są szybkie i czasem zdominowane przez pieśń na wejście. Samo jednak patrzenie na nie może być już modlitwą, naszym duchowym pokłonieniem się Jezusowi, wyznaniem, że tylko On jest Panem, potem przypomnieniem o relacji miłości między nami, a na koniec prośbą o to, byśmy pachnęli w naszym codziennym życiu Jego wonią”

Czytaj rozdział 5.