13-10-2026. Ostatnie w tym roku wyjście z Czerwieńska do Łężycy. Ostatnie przejście i wspólne przeżywanie nabożeństwa fatimskiego. Z Maryją, która zawsze prowadzi do swojego Syna – Jezusa Chrystusa.

Słuchając słów ks. Damiana Kaczmara podczas homilii w czasie Mszy świętej mogliśmy kolejny raz doświadczyć zderzenia naszych wyobrażeń z rzeczywistością. Ks. Damian opowiedział nam o pewnym zdarzeniu. Przyszło do niego małżeństwo, które przeżywało kryzysy i trudne chwile. I z desperacją poszukiwało pomocy. Wtedy on wskazał im pomoc w modlitwie pełnej zawierzenia i ufności do Maryi. I jakież było jego zdziwienie, kiedy usłyszał, że oni przychodzą po pomoc, a on oferuje im modlitwę. I wtedy zdał sobie sprawę, jak my – ludzie wierzący – pogubiliśmy się w swoim rozumieniu mocy modlitwy. I w tym, jak traktujemy Maryję, Jezusa. Ludziom, którzy do niego przyszli wydawało się, że świat się wali. I nie wiedzieli, jak Maryja mogłaby im pomóc, bo przecież Ona była Matką Boga. Żyła pięknie, otoczona Miłością Boskiego Syna… Czy na pewno? Czy tak widzimy życie Maryi? Czy widzimy Ją, kiedy jako młoda dziewczyna zaszła w ciążę nie ze swoim mężem. Dramat młodej kobiety. I wisząca nad Nią groźba śmierci, bo za cudzołóstwo wtedy kobiety były kamienowane. Na śmierć. A moment narodzin Syna? W sterylnym pomieszczeniu szpitalnym, z opieką położnych i medyków? Nie. W brudnej stajni, wśród brudu, smrodu i gnoju. To była Jej rzeczywistość porodu i połogu. To może chociaż w czasie kiedy Jej Syn był nastolatkiem miała komfortową sytuację? Nie. Wtedy Jej Syn kiedy poszedł własną drogą powiedział Jej, że musi być w tym, co jest Jego Ojca. Nie Józefa. Nie Jej. A może czas dorosłości Syna był spokojny? Nie. To był czas zderzenia z brutalnością świata, męczarnią Jej Syna i Jego tragiczną śmiercią? Widzimy to, kiedy narzekamy na nasze problemy. Czy wtedy , kiedy w swoich trudnościach zwracamy się do Niej – zwracamy się do kobiety doświadczonej przez życie, ale w tym doświadczeniu takiej, która pozostawała wierna zasadom i nigdy nie zwątpiła w Boga.

To było słowo na zakończenie tegorocznych nabożeństw fatimskich. A po tej, ważnej części, przeszliśmy do sali, w której na zastawionych stołach mogliśmy, jak w domu, spotkać się z przyjaciółmi i tymi, którzy są znajomymi. I w przyjaznej atmosferze, zjeść, napić się herbaty lub kawy i porozmawiać lub choćby – uśmiechnąć się do siebie nawzajem.

I tu jest dobry czas na podziękowania. Najpierw Bogu, że troszczy się o nas i ciągle nas podtrzymuje i prowadzi. Później Maryi, że jest Tą, która nas przytula i czule prowadzi do Syna. Nie mniej ważne są podziękowania dla wszystkich osób, które w tym roku pielgrzymowały pieszo i samochodami. Za naszych parafian i osoby z sąsiednich parafii. Za posługujących śpiewem, modlitwą, noszeniem tuby i krzyża, porządkowych, księży, a szczególnie Policji, która przecież nie musiała, ale nam towarzyszyła zapewniając bezpieczeństwo podczas wędrowania. Dziękujemy parafianom z Łężycy, którzy zawsze gościnnie i z radością nas przyjmowali. Za poczęstunki i wspólne przeżywanie spotkania z Jezusem podczas Eucharystii.

Jeśli Bóg pozwoli, to 13 maja 2027 ruszymy w kolejną pielgrzymkę na spotkanie z Maryją w Łężycy. Wędruj z nami.

Galeria

Poniżej zamieszczam film pokazujący fragment modlitwy różańcowej przeżywanej w drodze do Łężycy, procesję wokół kościoła i wspólny śpiew Apelu Jasnogórskiego