Piszę ten „okruch” z Lizbony. Właśnie wróciłem do hotelu po pierwszym spotkaniu i przemówieniu papieża Franciszka do młodych. Można je streścić w trzech punktach.

1. Bóg was kocha. Kocha każdego – takiego, jaki jest (nie swoje marzenie o nim czy o niej…); każdego zna i woła po imieniu, bo każdy indywidualnie jest dla Niego skarbem.

2. Tak jak w Sercu Boga – również w Kościele musi być i jest miejsce dla każdego. Franciszek kazał nam wszystkim wielokrotnie wykrzyczeć słowo „ todos
”. Krzyczałem, a w sercu miałem twarz dziewczyny, która po porannej katechezie podeszła do mnie, i – płacząc – mówiła, że czuje się z Kościoła wykluczona… Jutro w południe odprawię w jej intencji mszę świętą.

3. Miłość Boga jest zaskakująca – Bóg kocha nas w sposób niespodziewany. Tak jak Krzyż jest niespodziewaną „twarzą” miłości Boga do nas. W każdym razie On kocha nas zaskakiwać, nie jest przewidywalny i obliczalny, wymyka się regułom (nawet przez siebie samego ustanowionym), jest spontaniczny.

Słuchałem tego przemówienia – z uwagą i otwartością, zaufaniem i przekonaniem. Aż nagle…

Aż nagle w moim raczej umyśle niż sercu pojawiła się wątpliwość: czy to nie za łatwe słowo? Papież właściwie niczego od tych młodych nie wymaga! „Bóg kocha was takich, jakimi jesteście”, „w Kościele jest miejsce dla każdego i każdej – dla takich, jakimi jesteście…”. Tego się dobrze słucha. Owacjom nie było końca. Ale: czy to właściwe? Dopuszczalne? Czy to Ewangelia? Czy Ewangelia niczego nie wymaga? Zadowala się nami – takimi, jakimi jesteśmy?

Po chwili – dzięki Bogu – przyszło na mnie opamiętanie.

To, co Franciszek mówi, jest Ewangelią, i jest wymagające. Nie od młodych. Od nas, od Kościoła!

Czy Kościół, jaki my-dorośli tworzymy, ma właśnie taką „twarz” wobec młodych? Czy oni naprawdę mogą doświadczyć Kościoła, który ich przyjmuje? Nie dlatego, że jest „otwarty”, ale że jest zapatrzony w Jezusa – i po prostu nie potrafi inaczej niż On funkcjonować.

Czy tworzymy – dla młodych – Kościół głęboko personalistyczny? W którym każdy znany jest po imieniu. Cieszy się uwagą i zainteresowaniem innych. A to zainteresowanie przekłada się na konkret pomocy w sytuacji każdego braku.

Czy nie jest z reguły tak, że młodym chętnie stawiamy wymagania, z których sami się zwalniamy? Czy nie jest tak, że od nich wymagamy więcej niż od siebie? Od kleryka wymagamy radykalizmu, z którego łatwo zwalniamy księdza? Od nowicjusza wymagamy znacznie więcej niż od profesa wieczystego? Małżonkom wybaczamy rzeczy, których narzeczonym się nie wybacza?

Papież mówi do młodych o najważniejszych sprawach; ale to my – dorośli i bardzo dorośli – potrzebujemy rachunku sumienia i nawrócenia!©

https://www.tygodnikpowszechny.pl/abp-rys-twarz-dziewczyny-184223?